Zakaz najmu krótkoterminowego ma być jednym ze sposobów na ograniczenie presji turystycznej i zwiększenie dostępności mieszkań dla osób szukających lokalu na dłużej. Doświadczenia Budapesztu pokazują jednak, że takie rozwiązanie może przynieść także efekt uboczny.
Skala najmu krótkoterminowego w Europie w ostatnich latach wyraźnie wzrosła. W Polsce tylko w pierwszej połowie 2026 roku za pośrednictwem platform internetowych zarezerwowano 19,52 mln noclegów. Niemal tyle, ile w całym 2019 roku. Rosnący popyt na tego typu zakwaterowanie sprawia, że temat jego regulacji jest coraz ważniejszy również dla polskich samorządów.
Gminy będą mogły tworzyć strefy zakazu
W Polsce trwają prace nad przepisami, które mają uporządkować rynek najmu krótkoterminowego. Jednym z proponowanych rozwiązań jest umożliwienie gminom tworzenia stref, w których czasowo zakazana byłaby działalność polegająca na świadczeniu usług hotelarskich w lokalach mieszkalnych.

Oznacza to, że samorząd mógłby zdecydować, iż na określonym obszarze mieszkania nie będą mogły być wykorzystywane do krótkoterminowego zakwaterowania turystów. Rozwiązanie ma dawać władzom lokalnym większą możliwość reagowania na problemy występujące w najbardziej atrakcyjnych turystycznie częściach miast.
Podobne regulacje obowiązują już w Budapeszcie. Poszczególne dzielnice węgierskiej stolicy przyjęły własne zasady dotyczące najmu krótkoterminowego. Najdalej poszła VI dzielnica – Terézváros, gdzie od początku 2026 roku obowiązuje całkowity zakaz krótkoterminowego wynajmu mieszkań.
Zakaz przesunął najem do sąsiednich dzielnic
Pierwsze dane z Budapesztu są istotne z punktu widzenia samorządów rozważających podobne rozwiązania. Po wprowadzeniu zakazu w Terézváros liczba noclegów oferowanych w formule krótkoterminowej zwiększyła się w sąsiednich dzielnicach. W części z nich obowiązują łagodniejsze regulacje, a w innych nie wprowadzono ich wcale.
Mechanizm jest stosunkowo prosty. Jeżeli popyt pozostaje wysoki, ograniczenie podaży w jednej części miasta nie jest w stanie go zlikwidować. Turyści mogą wybrać nocleg kilka ulic dalej, w innej dzielnicy albo inną formę zakwaterowania.
W praktyce oznacza to, że zakaz ustanowiony wyłącznie na niewielkim obszarze może zmienić lokalizację najmu krótkoterminowego, ale niekoniecznie ograniczyć jego skalę w całym mieście. Może także zwiększać presję na sąsiednie dzielnice, które nie zdecydowały się na równie restrykcyjne przepisy.
Czy zakaz obniża czynsze mieszkań?
Jednym z argumentów za ograniczeniem najmu krótkoterminowego jest możliwość uwolnienia mieszkań wykorzystywanych wcześniej przez turystów. Właściciel, który nie może już wynajmować lokalu na doby, może zdecydować się na najem długoterminowy.
Doświadczenia Terézváros nie potwierdzają jednak na razie wyraźnego przełomu w tym zakresie. Dane ofertowe z węgierskich portali nie pokazują znaczącego spadku stawek tradycyjnego najmu, mimo że VI dzielnica należy do najdroższych części Budapesztu.
Budapeszt ważną lekcją dla polskich miast
Przykład Budapesztu pokazuje, że skuteczność zakazu najmu krótkoterminowego należy oceniać nie tylko w granicach objętej nim dzielnicy. Ważne jest również to, co dzieje się na obszarach sąsiednich. Jeżeli przepisy są wprowadzane punktowo, część właścicieli może po prostu przenieść działalność tam, gdzie ograniczenia są mniej restrykcyjne.
Dla polskich samorządów oznacza to konieczność szerszego spojrzenia na skutki planowanych regulacji. Doświadczenia Budapesztu sugerują, że przy wysokim popycie turystycznym rynek potrafi szybko znaleźć alternatywną lokalizację dla oferowanych noclegów.
Dodaj komentarz