Jeszcze kilka lat temu rynek najmu był pełen znaków zapytania. Dziś, choć nie wszystko jest oczywiste, widać, że sytuacja się uspokaja. Czynsze nie rosną jak szalone, ofert jest coraz więcej, ale za to same mieszkania robią się mniejsze. I choć dla niektórych może to być minus, dla innych to po prostu sygnał, że rynek się zmienia i trzeba się do tego dostosować.
Coraz więcej ofert
W serwisach ogłoszeniowych trudno nie zauważyć, że wybór lokali na wynajem jest dziś spory. W porównaniu z 2022 rokiem, kiedy dostępność była dramatycznie niska, dziś oferta wygląda znacznie lepiej. Tylko w maju 2024 roku aktywnych było 26 tysięcy ogłoszeń. Dla porównania w pandemicznym szczycie paniki liczba dostępnych mieszkań spadła o 70 procent. Zniknęły te najtańsze, co momentalnie wywindowało ceny.

Teraz gdy sytuacja geopolityczna i gospodarcza nieco się uspokoiła, a część uchodźców wróciła do swoich krajów bądź zmieniła miejsce zamieszkania, pula mieszkań na wynajem znowu się powiększyła. I choć to dobra wiadomość dla najemców, to warto spojrzeć głębiej. Bo rosnąca liczba ofert to nie wszystko.
Mieszkania coraz ciaśniejsze
Choć mieszkań na wynajem jest więcej, zmienia się ich charakter. Większe metraże powoli znikają z rynku. Coraz więcej ogłoszeń dotyczy kawalerek albo lokali o powierzchni nieprzekraczającej 30 m². Jeszcze pięć lat temu takie mieszkania stanowiły niewielki ułamek oferty. Dziś to już 12 procent wszystkich ogłoszeń.
Z drugiej strony mieszkań powyżej 60 m² jest coraz mniej. Co więcej, choć najwięcej jest lokali z dwoma pokojami, to same pomieszczenia są mniejsze niż kiedyś. To efekt działań deweloperów, którzy przy nowych inwestycjach starają się wycisnąć z metrażu jak najwięcej funkcjonalności. Efekt? Pokoje niby są, ale niekoniecznie takie, jakich szukają rodziny czy pary z dzieckiem.
Rozproszony rynek i stabilne stawki
Z raportu „Rocznik najmu” wynika, że aż 86 procent właścicieli posiada tylko jedno mieszkanie na wynajem. To oznacza, że rynek jest mocno rozdrobniony. Nie mamy do czynienia z dominacją dużych graczy czy funduszy inwestycyjnych, jak ma to miejsce na Zachodzie. Z jednej strony to dobrze – większa konkurencja i różnorodność. Z drugiej – trudniej o jednolite standardy.
Mimo wzrostu podaży i zmian w strukturze mieszkań, stawki najmu w Polsce się ustabilizowały. Dynamika wzrostu, która w 2022 roku dochodziła nawet do 25 procent rocznie, dziś spadła do zaledwie 2 procent. Dla najemców to dobra wiadomość, gdyż nie muszą się już martwić, że za kilka miesięcy zapłacą znacznie więcej.
Miasta w rozkroku: kto zyskał, a kto wciąż nadrabia?
Rynki lokalne różnią się od siebie bardziej niż kiedykolwiek. Łódź do niedawna zupełnie pomijana stała się liderem pod względem liczby ofert. W ciągu pięciu lat ich liczba wzrosła tam o 121 procent. Dla porównania, w Krakowie nadal trudno o mieszkanie, a oferta z trudem wraca do poziomu sprzed pandemii. Warszawa, Poznań czy Trójmiasto trzymają się nieźle, notując stabilne wzrosty.
To, jak wygląda sytuacja w danym mieście, zależy od kilku czynników: od tempa oddawania nowych inwestycji, przez lokalną politykę mieszkaniową, po dostępność kredytów i preferencje mieszkańców. Jedno jednak jest pewne – w najbliższych miesiącach najemcy w większości miast mogą liczyć na więcej niż jeszcze rok temu. Więcej mieszkań, więcej opcji, mniej presji cenowej.
Dodaj komentarz