Kredyty typu buy to let to interesujący element rynku nieruchomości w Wielkiej Brytanii. To rozwiązanie którego próżno szukać w Polsce i którego wprowadzone w Polsce wydaje się mało prawdopodobne.
Rynki finansowania nieruchomości mieszkaniowych w poszczególnych krajach często różnią się pod względem struktury i dostępnych rozwiązań. Przykładowo w Stanach Zjednoczonych dużą popularnością cieszą się 30-letnie kredyty hipoteczne o stałym oprocentowaniu. Z kolei Wielka Brytania, posiadająca jeden z najstarszych i największych rynków kredytów hipotecznych w Europie, oferuje własne mechanizmy. Jednym z nich są kredyty typu buy to let, przeznaczone dla osób inwestujących w nieruchomości na wynajem.

Co piąty funt jest pożyczany brytyjskim landlordom
Sama nazwa „buy to let” trafnie oddaje istotę tych kredytów, gdyż są one przeznaczone na zakup nieruchomości z myślą o ich późniejszym wynajmie. W Wielkiej Brytanii segment ten osiągnął na tyle duże znaczenie, że regularnie trafia pod lupę analityków. Jak wynika z kwartalnego biuletynu Banku Anglii z grudnia 2023 r. łączna wartość kredytów hipotecznych udzielonych landlordom wynosiła wówczas około 300 miliardów funtów. Oznacza to, że blisko co piąty funt przeznaczony przez brytyjskie banki na finansowanie zakupu nieruchomości mieszkaniowych trafił do inwestora kupującego lokal pod wynajem.
Znaczący udział kredytów buy to let w brytyjskim rynku nieruchomości nie powinien dziwić, biorąc pod uwagę długą tradycję prywatnego najmu w tym kraju. Obecnie około 20% mieszkańców wynajmuje nieruchomość od prywatnego właściciela. Dla porównania, w Polsce odsetek osób mieszkających w prywatnym lokalu na wynajem wynosi zaledwie ok. 5%.
Blisko połowa wynajmowanych mieszkań sfinansowana kredytem typu BTL
Obecnie niemal połowa prywatnych mieszkań i domów na wynajem w Wielkiej Brytanii jest finansowana za pomocą kredytów typu buy to let. Skala tego zjawiska nie umknęła uwadze organów nadzoru finansowego, ponieważ kredyty BTL są uważane za bardziej ryzykowne niż standardowe kredyty hipoteczne. Co więcej, w dużym stopniu znajdują się one w portfelach systemowo istotnych brytyjskich banków.
Wysoka popularność tego typu finansowania sprawia, że zmiany stóp procentowych mają realny wpływ nie tylko na właścicieli nieruchomości, lecz także na najemców. Gdy raty kredytów rosną, landlordzi często ograniczają swoje wydatki konsumpcyjne lub próbują przenieść rosnące koszty na lokatorów poprzez podwyżki czynszów.
Wówczas wyższe koszty kredytów są często przerzucane na najemców, co ma znaczenie, ponieważ tego typu finansowanie zwykle wiąże się z wyższym oprocentowaniem niż kredyty na własne potrzeby mieszkaniowe. Po kryzysie finansowym banki zaczęły podchodzić do takich pożyczek ostrożniej. Wymagany wkład własny to dziś najczęściej 25–40%, a kredytowanie opiera się na prognozowanych dochodach z najmu, które muszą znacząco przewyższać ratę (np. o 125–145%).
W praktyce kredyty BTL często zakładają spłatę samych odsetek, bez comiesięcznej spłaty kapitału. Cała kwota zadłużenia musi zostać uregulowana na końcu umowy, często poprzez sprzedaż nieruchomości, co niesie ze sobą ryzyko, zwłaszcza przy spadku jej wartości.
Mimo że brytyjskie rozwiązania mogą budzić ciekawość, ich wdrożenie w Polsce wydaje się mało prawdopodobne. Banki nie deklarują gotowości do oferowania tego typu produktów.
Dodaj komentarz