Jeszcze parę lat temu temat wynajmu garażu kojarzył się raczej z osiedlowymi ogłoszeniami na tablicy przy sklepie niż z inwestycjami porównywalnymi do zakupu kawalerki. A dziś? Za miejsce parkingowe w centrum dużego miasta trzeba czasem zapłacić więcej niż za używane auto klasy premium. I nie mowa tu o zakupie – chodzi o zwykły najem.
Ceny garaży odjechały w kosmos
W Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu wynajem miejsca postojowego potrafi kosztować nawet 800 zł miesięcznie. W teorii jest to proste miejsce pod ziemią, a w praktyce dobro luksusowe. Z kolei w Zamościu czy Ostródzie garaże sprzedają się po 70–80 tys. zł, co kiedyś brzmiałoby niedorzecznie. Dziś to właściwie średnia rynkowa.

Na najdroższych rynkach padają już konkretne rekordy. Garaż w Warszawie, który ma 20 metrów kwadratowych, został sprzedany za 370 tys. zł. Są też szeptane oferty dochodzące do 500 tys. zł. Brzmi groteskowo? Tak, ale chętnych nie brakuje. Podaż nie nadąża za popytem, a przecież samochodów cały czas przybywa. Polska motoryzacyjnie się rozrasta, ale miejsc parkingowych nie przybywa w tym samym tempie. I właśnie to nakręca spiralę.
Parkowanie to już przywilej
Znalezienie wolnego miejsca w mieście przypomina czasem grę w ruletkę. Szczególnie wieczorami, gdy wracasz z pracy i krążysz po osiedlu dobre 20 minut. Dlatego ci, którzy mają zagwarantowany postój, czy to w hali garażowej, czy wolnostojącym budynku, trzymają się tego jak złota.
Rosną też strefy płatnego parkowania, które obejmują coraz dalsze dzielnice. W Warszawie w praktyce trudno dziś zaparkować za darmo nawet kilka kilometrów od centrum. Właśnie dlatego wielu mieszkańców stwierdza: wolę zapłacić, ale mieć spokój. I stąd wynajem garażu czy miejsca postojowego staje się codziennością nawet wśród tych, którzy jeszcze niedawno uważali to za zbędny luksus.
Deweloperzy reagują, ale nie nadążają. Nowe bloki zazwyczaj mają parkingi podziemne, ale ich liczba jest ograniczona. Część mieszkańców ma po dwa auta, inni rezygnują z miejsca przy zakupie, bo nie planują mieć samochodu i potem żałują. To z kolei tworzy ciekawy rynek wtórny. Kto kupił miejsce wcześniej, teraz może je odsprzedać z zyskiem albo po prostu wynajmować.
Garaż jako biznes
Wynajem garaży to już nie tylko sposób na wygodne parkowanie – to także całkiem konkretny biznes. Na rynku działają osoby, które specjalizują się wyłącznie w tym. Kupują niewykorzystane miejsca z nowych inwestycji albo szukają okazji na rynku wtórnym. Stawiają garaże na własnych działkach w pobliżu osiedli, a potem je wynajmują.
Wyliczenia są proste: mając dziesięć garaży, każdy po 500 zł miesięcznie, zyskujesz co miesiąc 5 tys. zł. Oczywiście to nie dzieje się z dnia na dzień, ale w dłuższej perspektywie inwestycja się opłaca. W niektórych miastach powstają nawet całe “osiedla garażowe”, gdzie większość budynków nie służy do parkowania dla właścicieli, tylko do zarabiania na najmie.
Trudno się dziwić, że ceny szybują. Skoro rynek najmu mieszkań przestał być jedynym pewniakiem, to garaż staje się jego cichym konkurentem. Mniej formalności, mniejsze ryzyko, a stawki często porównywalne z wynajmem pokoju.
Dodaj komentarz