Najem krótkoterminowy od lat stanowi jedno z najbardziej problematycznych zjawisk na styku rynku nieruchomości, turystyki i prawa. Dynamiczny rozwój platform internetowych, profesjonalizacja części rynku oraz narastające konflikty sąsiedzkie sprawiły, że ustawodawca podjął próbę jego uregulowania. Obecnie procedowane są dwa projekty: poselski, autorstwa Polski 2050 oraz rządowy przygotowany przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Oba jednak pozostawiają istotne luki, które mogą przełożyć się na chaos prawny i brak realnej kontroli nad rynkiem.
Projekt Polski 2050
Projekt Polski 2050 budzi szczególne kontrowersje już na poziomie definicyjnym. Tworzy on nową kategorię „usługi najmu krótkoterminowego”, która nie ma zakorzenienia w polskim systemie prawnym. Polskie prawo jasno rozróżnia najem prywatny oraz działalność gospodarczą polegającą na świadczeniu usług, w tym hotelarskich.

Tymczasem projekt nie rozróżnia pojęć najmu, wynajmu i dzierżawy, ignorując dotychczasowe interpretacje, zgodnie z którymi udostępnianie lokalu na okres krótszy niż 30 dni stanowi usługę zakwaterowania, a więc działalność gospodarczą. W efekcie projekt cofa debatę do sporów sprzed kilkunastu lat, zamiast porządkować istniejący stan prawny.
Kolejną słabością jest mechaniczne przeniesienie zagranicznych rozwiązań bez uwzględnienia polskich realiów. Przykładem są limity 30 i 90 dni najmu rocznie, które nie odpowiadają faktycznemu funkcjonowaniu rynku.
Takie rozwiązanie promuje powrót do modelu hybrydowego, w którym mieszkania przez część roku pełnią funkcję lokali dla studentów, a sezonowo są przeznaczane dla turystów. To rodzi problemy społeczne i organizacyjne, a projekt nie odpowiada na pytanie, co ma się dziać z lokalem poza wskazanym limitem dni.
Wątpliwości budzą również zasady decyzyjności we wspólnotach i spółdzielniach. Trudno racjonalnie uzasadnić sytuację, w której w jednej formie własności decyduje ogół właścicieli, a w drugiej wystarczy zgoda zarządu. Brakuje tu spójnej logiki oraz równego traktowania mieszkańców.
Projekt rządowy
Projekt rządowy jest znacznie bardziej zachowawczy. Ogranicza się do wdrożenia minimum wynikającego z regulacji unijnych, koncentrując się na rejestracji lokali i numerach ogłoszeń. Choć porządkuje część formalną, pomija wiele realnych problemów rynku, w tym sytuację osób fizycznych już wpisanych do ewidencji innych obiektów noclegowych, które nie prowadzą działalności gospodarczej.
Najpoważniejszą luką rządowego projektu jest jednak brak obowiązku identyfikacji klienta. W lokalach wynajmowanych krótkoterminowo nie funkcjonują recepcje ani meldunek, a odpowiedzialność formalna spoczywa wyłącznie na właścicielu. Brak potwierdzania tożsamości gości utrudnia dochodzenie roszczeń, egzekwowanie porządku, a także rodzi poważne ryzyka z punktu widzenia bezpieczeństwa publicznego i państwa. W wielu krajach europejskich obowiązek weryfikacji dokumentów tożsamości jest standardem, w Polsce projektodawcy całkowicie go pomijają.
Dodatkowo, projekt osłabia odpowiedzialność klientów za naruszenie regulaminów. Poza tym część przepisów po zmianach stała się niespójna legislacyjnie. Rynek najmu krótkoterminowego jest dziś znacznie bardziej zróżnicowany niż dekadę temu i obejmuje zarówno pobyty na 2-3 noce, jak i najem średnioterminowy na kilka miesięcy. Sztywne kryterium 30 dni nie odpowiada tej rzeczywistości.
Oba projekty nie rozwiązują kluczowych problemów rynku. Jeden tworzy oderwaną od systemu prawnego konstrukcję, drugi ogranicza się do niezbędnego minimum. Bez spójnych definicji, jasnych zasad podatkowych, realnej kontroli i obowiązku identyfikacji klientów trudno mówić o skutecznym i bezpiecznym uregulowaniu najmu krótkoterminowego w Polsce.
Dodaj komentarz